Ten niedobry tłuszcz.

Powszechne jest przekonanie, że tłuszcze pochodzenia zwierzęcego są szkodliwe, a roślinne – zbawienne dla zdrowia. To groźne uproszczenie, ponieważ naturalne i zdrowe oleje mogą zmienić się w cichych zabójców.

Tłuszcze trans to izomery powstałe w wyniku uwodornienia (utwardzenia) olejów roślinnych. Same oleje roślinne są zdrowe, ale proces chemicznej obróbki powoduje, że zmieniają się ich właściwości i działanie na nasz organizm.

Utwardzanie przeprowadza się w celu zmiany konsystencji olejów z płynnej na stałą oraz zwiększenia ich trwałości (oleje roślinne są bardzo wrażliwe na światło i temperaturę). Tłuszcze trans są tanie, łatwo je przechowywać, zwiększają również walory smakowe produktów.

Skutki zdrowotne ich spożycia zostały potwierdzone wieloma naukowymi badaniami. Tłuszcze trans są wyjątkowo niebezpieczne, a konsekwencje, których możemy się spodziewać to m.in:

  • podwyższenie poziomu „złego” i obniżenie stężenia „dobrego” cholesterolu oraz zwiększenie stężenia trójglicerydów, a co za tym idzie – wzrost ryzyka chorób układu sercowo-naczyniowego (miażdżycy, choroby niedokrwiennej, zawału serca) i udaru mózgu;
  • zwiększenie masy ciała i przyrost tkanki tłuszczowej, przede wszystkim trzewnej (wewnątrzbrzusznej);
  • zmniejszenie wrażliwości tkanek na insulinę (insulinooporność) – większe ryzyko wystąpienia cukrzycy typu II;
  • obniżenie płodności (zaburzenia owulacji i zwiększenie ryzyka rozwoju endometriozy u kobiet, zmniejszenie ilości plemników u mężczyzn);
  • zwiększone ryzyko rozwoju nowotworów (zwłaszcza jelita, prostaty i piersi);
  • spadek odporności.

Gdzie znajdziemy tłuszcze trans? Lista przykładowych produktów:

  • twarde margaryny w kostkach;
  • pączki, faworki, frytki (są smażone na tłuszczach używanych wielokrotnie);
  • serki do smarowania, śmietanki do kawy w proszku;
  • słone przekąski (krakersy, paluszki, chipsy, chrupki);
  • torty, ciastka, wafelki, herbatniki, biszkopty, produkty czekoladowe;
  • zupy i sosy w proszku.

W Polsce producenci nie mają obowiązku informowania o zawartości tłuszczów trans na opakowaniach swoich produktów. Co prawda są zobowiązani do podawania zawartości tłuszczu ogółem, ale tylko kwasów nasyconych, jednonienasyconych, wielonienasyconych i cholesterolu (tłuszczów trans już nie). Dlatego będąc w sklepie, czytaj etykiety i nie kupuj produktów, które mają w składzie: „uwodorniony”, „częściowo uwodorniony” lub „utwardzony”. Im wyższą pozycję na liście zajmują te związki, tym wyższa ich zawartość w produkcie.

Reklamy

Słodki smak chorób

Świadomie unikamy produktów z cukrem, bo są niezdrowe, ale chętnie zastępujemy je tymi dosładzanymi syropem glukozowo-fruktozowym. Ponieważ większości z nas fruktoza kojarzy się z naturalnie występującym cukrem w miodzie i owocach – dodatek do żywności w formie podobnie brzmiącej substancji wydaje się być naturalny, a więc i nieszkodliwy. W rzeczywistości ten słodki syrop z naturą i zdrowiem niewiele ma wspólnego. Nieświadomość konsumencka jest tutaj największym zagrożeniem – syrop ten często nie zwraca naszej uwagi na etykiecie. A powinien.

Syrop glukozowo-fruktozowy (HFCS, syrop kukurydziany, izoglukoza) został wynaleziony w USA w latach 50 XX wieku, zaś w latach 70 wprowadzono go już do masowej produkcji. Syrop ten pozyskuje w wyniku skomplikowanego procesu technologicznego. Wytwarza się go z kukurydzy, która jest przetwarzana na skrobię kukurydzianą, a następnie z użyciem enzymów lub kwasów przerabiana na syrop, który zawiera 55% glukozy, 42% fruktozy i około 3% innych cukrów.

W porównaniu do cukrów pozyskiwanych z trzciny lub buraków jest stosunkowo tani i ma płynną postać, więc łatwiej go transportować i mieszać z innymi składnikami. Ponadto ma dłuższy termin przydatności i zwiększa atrakcyjność produktu przez poprawę konsystencji, aromatu i barwy.

Syrop glukozowo-fruktozowy jest wszechobecny. Można go znaleźć w jogurtach owocowych, lodach, napojach, dżemach, cukierkach, syropach, a nawet w keczupie, konserwach rybnych i gotowych sałatkach. Szczególnie niebezpieczne są zagęszczone soki owocowe, które wielu z nas z lubością dodaje do wody i herbat.

Dotychczasowe wyniki badań budzą niepokój i zalecają daleko idącą ostrożność w stosowaniu HFCS.

Spożywany nawet w niewielkich ilościach hamuje odczuwanie sytości, ponieważ nie podnosi jak inne cukry poziomu leptyny we krwi (jest to hormon produkowany przez tkankę tłuszczową – wysyła do mózgu informację o konieczności zaprzestania konsumpcji). Co gorsza – po spożyciu produktu bogatego w HFCS odczuwamy większy apetyt, ponieważ podnosi stężenie greliny, która potęguje uczucie głodu.

Fruktoza obecna w syropie kukurydzianym w organizmie człowieka ulega przemianom, w efekcie których powstają znaczne ilości substancji zwanej adenozynomonofosforanem, z której powstaje kwas moczowy. W wielu badaniach udowodniono, że dieta bogata w fruktozę sprzyja zwiększonej produkcji kwasu moczowego, co stwarza ryzyko powstawania kamieni nerkowych i rozwoju podagry (dny moczanowej).

Ponadto HFCS zwiększa ryzyko cukrzycy typu II, obniża poziom „dobrego” cholesterolu i nastawia organizm na produkcję tkanki tłuszczowej (zwłaszcza gromadzącej się wokół narządów wewnętrznych). Badacze z Uniwersytetu w Princetown odkryli, że po spożyciu HFCS odkładamy o wiele więcej tłuszczu (głównie w okolicach brzucha) niż po spożyciu jakiegokolwiek innego rodzaju cukru. W konsekwencji skutkuje to chorobami metabolicznymi, nadciśnieniem tętniczym oraz niealkoholowym stłuszczeniem wątroby.

Jedna szklanka napoju słodzonego syropem glukozowo-fruktozowym stanowi już całodobową dopuszczalną ilość cukrów prostych w diecie…

Na podsumowanie wyżej opisanych wywodów posłużę się moim ulubionym stwierdzeniem: czytajmy etykiety!

By niejadek zjadł obiadek…

Nakarmienie niejadka to prawdziwa sztuka. Płacz, krzyk i porozrzucane jedzenie to niestety codzienność dla wielu rodziców przekornych brzdąców. Chciałabym zaproponować Państwu kilka wskazówek, które mogą okazać się przydatne w tej „wojnie o każdy kęs” 😉

  1. Warto pamiętać, że dziecko przychodzi na świat wyposażone w instynkt pokarmowy, który nie pozwoli mu się zagłodzić – jeśli przez dłuższy czas dziecko nie będzie miało dostępu do preferowanych potraw – w końcu sięgnie po to, co jest w zasięgu ręki;
  2. Lekarze twierdzą, że nawet 3-dniowy zupełny post jest dla malucha całkowicie nieszkodliwy, o ile dostarcza się organizmowi płynów – nie ma więc powodu do niepokoju, jeśli dziecko odmawia jedzenia przez kilka godzin z rzędu;
  3. Główną przyczyną braku apetytu u dziecka może być zmuszanie go do jedzenia – posiłki stają się wówczas przeżyciem niemiłym, wręcz stresującym. Wtedy na sam widok sztućców dziecko może reagować zaciskaniem buzi (i pięści ;)),
  4. Nie zachęcajmy dziecka do konsumpcji zwrotami: „Jak zjesz marchewkę z groszkiem, to dostaniesz 2 batoniki”. Maluch będzie wtedy postrzegał to pierwsze jako „zło konieczne”, które trzeba odbębnić, by móc zasłużyć na „coś lepszego”;
  5. Nie można karać dziecka za niezjedzony posiłek ani straszyć go potencjalnymi konsekwencjami (np. „jak nie zjesz, to nie będziesz oglądać bajki”) – wtedy jedzenie będzie kojarzyło mu się z czymś przykrym. Jeszcze gorsza sytuacja będzie miała miejsce, gdy rodzic okaże się niekonsekwentny i pomimo niezjedzonego posiłku włączy bajkę – takie zachowania sprawiają, że jego autorytet prędzej czy później legnie w gruzach;
  6. Warto postarać się, żeby potrawy były kolorowe, ciekawie skomponowane i wyglądały zabawnie; szaro-bure papki na talerzu nie są dla dziecka zbyt atrakcyjne;
  7. Proponujmy dziecku mniejsze porcje. Talerz wypełniony po brzegi jarzynową zupą wcale nie zachęca do jedzenia, wręcz przeciwnie – może dziecko przytłoczyć i przestraszyć.;
  8. Dobrze jest zaangażować brzdąca w proces przygotowywania potraw – może myć owoce, mieszać sałatki i koktajle itd. – własnoręcznie przygotowanie posiłki smakują o wiele lepiej;
  9. Dajmy dziecku możliwość decydowania o tym, jaką potrawę chciałoby zjeść; możemy przedstawić 2-3 opcje, spośród których dziecko musi dokonać wyboru – ważne, żeby wśród tych opcji nie było potrawy, którą dziecko wyraźnie preferuje i je „na okrągło”. Alternatywa: „frytki albo zupa brokułowa” jest jak strzał w kolano;
  10. Warto dawać dziecku „nowe smaki” do przetestowania – wprowadzane nowości powinny być podobne kolorem, kształtem i smakiem do tych, które dziecko już zna i lubi;
  11. Zgódźmy się na drobne dziwactwa naszego malucha. Jeżeli koniecznie chce popijać zupę ogórkową sokiem jabłkowym, nie róbmy z tego problemu. Taka kombinacja wydaje się ekstrawagancka, ale przecież to tylko kwestia smaku (dziecko kieruje się tutaj często niezrozumiałą dla nas logiką ;)),
  12. Warto trzymać się stałych pór karmienia dziecka i unikać podawania mu przekąsek pomiędzy posiłkami – paluszki, pieczywo, a nawet soki owocowe mogą nasycić dziecko na długie godziny, przez co nie będzie chciało zjeść głównego posiłku;
  13. Nie używajmy podstępu i nie „przemycajmy” w potrawach rzeczy, których maluch nie lubi. Jeśli wykryje oszustwo, istnieje duża szansa, że obrzydzimy mu to, za czym dotychczas przepadał;
  14. Dajmy maluchowi czas. Wiele dzieci guzdrze się przy jedzeniu, jednak regularnie okazywane zniecierpliwienie i poganianie sprawiają, że wiele dzieci woli odłożyć sztućce „dla świętego spokoju” niż dokończyć porcję;
  15. Często powód odmowy jedzenia leży w psychice dziecka. Maluch, który czuje się samotny, odrzucony, krytykowany, żyje w stałym stresie i napięciu, może nie chcieć jeść, by wzbudzić zainteresowanie rodziców, ukarać ich lub wyrazić swoją frustrację. Jeśli podejrzewamy, że istotnie tak jest, nie wahajmy się i skorzystajmy z porady profesjonalisty.

Gdzie można mnie znaleźć?

Zapraszam Państwa do skorzystania z mojej oferty terapeutycznej. Oferuję nie tylko wsparcie psychodietetyczne, ale również psychologiczne i seksuologiczne. Można znaleźć mnie w Głogówku (woj. opolskie), niedaleko Kędzierzyna-Koźla, Prudnika, Krapkowic i Głubczyc.

http://www.slomka.org/

Mamo, tato, czy ja jestem gruby?

Skala nadwagi i otyłości wśród dzieci zwiększa się w dramatycznym tempie.  Z szacunków Instytutu Żywności i Żywienia wynika, że liczba dzieci z nadmierną masą ciała wzrosła 10-krotnie w przeciągu ostatnich 30 lat, co na chwilę obecną daje wynik 18%. Ponad połowa z nich stanie się otyłymi dorosłymi, czyli ludźmi zagrożonymi cukrzycą, nadciśnieniem, zwyrodnieniem stawów, nowotworami, stłuszczeniem wątroby… A także zaburzeniami psychicznymi.

Statystyczne otyłe dziecko to: chłopiec, jedynak, mieszkaniec miasta, raczej z zamożnej rodziny (którą stać na zakup dostatecznie dużej ilości jedzenia). Na Zachodzie problem nadwagi dotyczy głównie rodzin uboższych – ponieważ niezdrowe i tuczące jedzenie jest tam najtańsze…

Pomimo rosnącego odsetka otyłych dzieci, uprzedzenia wobec osób z zaburzeniami wagi – paradoksalnie – również przybierają na sile. W klasie liczącej 20 uczniów – około 4 waży za dużo, więc wydawać by się mogło, że coś, co powoli staje się normą – nie powinno dziś być powodem dyskryminacji i upokorzeń.  Jest jednak dokładnie na odwrót. W znanym eksperymencie 10-letnie dzieci miały poszeregować zdjęcia rówieśników w zależności od sympatii, jaką w nich budzą. Jako pierwsze wybierały zdjęcie osoby o normalnej masie ciała, następnie dziecka chodzącego pod kulą, jeżdżącego na wózku inwalidzkim, bez ręki, ze zniekształconą twarzą, zaś na końcu – dziecka otyłego. Wniosek jest zatrważający. Już przedszkolaki mają ukształtowany stereotyp otyłego rówieśnika jako „głupiego, brzydkiego, leniwego, wrednego i zaniedbanego”.

Problem z tuszą jest łatwo widoczny i często staje się powodem prześladowań ze strony innych dzieci. To jeden aspekt problemu. Drugi polega na tym, że otyłość staje się „rdzeniem” tożsamości młodego człowieka – bo jest czymś, co wysuwa się na pierwszy plan i rozlewa na wszystkie inne sfery życia. Oznacza to, że dziecko, któremu zadamy pytanie „jaki jesteś”, automatycznie odpowie: „jestem gruby”. Wszelkie inne aspekty – „jestem miły, grzeczny, dobry w matematyce” tracą na znaczeniu w konfrontacji z tym, co dziecko widzi w lustrze. I co rówieśnicy widzą w nim.

Szczególnie dramatycznym momentem dla dziecka z nadwagą jest uczestnictwo w zajęciach wychowania fizycznego. Musi bowiem wtedy skonfrontować się ze swoimi cielesnymi ograniczeniami – gorszą sprawnością, koordynacją, wytrzymałością, gibkością… Łatwym do przewidzenia jest fakt, że niektóre ćwiczenia (przewroty, skok przez kozła, stanie na głowie) będą dla dziecka po prostu za trudne. W tym momencie nietrudno zrozumieć mechanizm błędnego koła, w które wpada dziecko z nadwagą – złośliwe komentarze rówieśników sprawiają, że będzie znajdywać wymówki, by nie uczestniczyć w zajęciach z w-fu – a tym samym straci szansę na zrzucenie zbędnych kilogramów i poprawę wydolności fizycznej. I tak koło się zamyka…

Wydawać by się mogło, że skoro problem z nadwagą u dzieci zaczyna nosić znamiona dramatyczności – duża będzie również motywacja rodziców, by wspomóc swoje dziecko w utracie zbędnych kilogramów. Tutaj znowu sprawa się komplikuje – okazuje się bowiem, że większość rodziców (80%!) otyłych dzieci uważa je za „mocno zbudowane”, „grubokościste”, „dobrze odżywione”, podczas gdy one po prostu wylewają się ze spodni. Nie wynika to bynajmniej z bagatelizowania problemu – ci rodzice naprawdę sądzą, że waga ich dzieci jest w normie. Z powodzeniem wskażą oni na innych otyłych rówieśników swojej pociechy, jednakże uparcie będą sądzić, że waga ich dziecka jest prawidłowa. Przyczyna takiego zachowania jest złożona. Najpewniej mamy tu do czynienia z działaniem mechanizmów obronnych – przyznanie, że własne dziecko jest grube – oznacza w dużej mierze wzięcie na siebie odpowiedzialności za ten stan – przecież to rodzic jest główną osobą, która powinna zadbać o prawidłowe żywienie swojego potomstwa. Po drugie – rodzice są wszakże osobami, które w ciągu życia również ukształtowały stereotyp osoby z nadwagą (zwykle negatywny), a więc przypisanie tego atrybutu swojemu dziecku spowodowałoby również „przeniesienie” na nie pozostałych pejoratywnych określeń, które idą w parze ze słowem „gruby”… A przecież prawie żaden rodzic nie chce myśleć o swoim dziecku, że jest „brzydkie, głupie, wredne…”

W artykule tym starałam się ukazać skalę zjawiska i psychologiczne problemy, które dotykają dzieci z nadwagą, zaś w kolejnych wpisach chciałabym przedstawić Państwu główne mechanizmy i przyczyny otyłości u dzieci, a także zaproponować konkretne wskazówki dotyczące wspomagania młodych ludzi w walce z nadmiarowymi kilogramami. Zapraszam do lektury.