Gdzie można mnie znaleźć?

Zapraszam Państwa do skorzystania z mojej oferty terapeutycznej. Oferuję nie tylko wsparcie psychodietetyczne, ale również psychologiczne i seksuologiczne. Można znaleźć mnie w Głogówku (woj. opolskie), niedaleko Kędzierzyna-Koźla, Prudnika, Krapkowic i Głubczyc.

http://www.slomka.org/

Reklamy

Śmiertelnie zdrowa dieta.

Cel jest szlachetny. Zaczyna się od rozmyślań nt. zdrowej diety, układania zbilansowanych jadłospisów, eliminacji szkodliwych produktów…

Ortoreksja (ortho – „prawidłowy”; orexis – „apetyt”) to stosunkowo nowe zaburzenie odżywiania (opisane po raz pierwszy w 1997r.), które charakteryzuje się przykładaniem patologicznej wręcz wagi do tego, aby jadać wyłączenie pokarm, który uznaje się za zdrowy. Osoba cierpiąca na ortoreksję angażuje wiele czasu (nawet kilka godzin dziennie) i energii na dokładne planowanie jadłospisu.

Naczelnym priorytetem ortorektyka jest zachowanie zdrowia. Stopniowo eliminuje on z jadłospisu produkty spożywcze, które zgodnie z najnowszymi nowinkami medycznymi są przedstawiane jako szkodliwe. Z czasem odpowiednia wydaje się już tylko żywność ekologiczna. Ortorektyk nie kieruje się przy tym prawie wcale walorami smakowymi pokarmów – jedzenie ma być zdrowe, a nie apetyczne. Wybór między lodami czekoladowymi a otrębami pszennymi  jest dla niego oczywisty. Każdy posiłek poddawany jest skrupulatnej analizie, a złamanie zasad zdrowego odżywiania rodzi poczucie winy i obawy o zachwianie równowagi organizmu. Zwykle skutkuje to jeszcze bardziej restrykcyjnym doborem produktów.

Osoba cierpiąca na ortoreksję może wykluczać z menu – oczywiście poza słodyczami i przekąskami typu „fast food” – np. drób (bo zawiera antybiotyki i hormony), wędliny (są naszpikowane konserwującymi azotynami), wieprzowinę (może być zakażona pryszczycą), ryby (gromadzą metale ciężkie – głównie rtęć), a nawet warzywa i owoce (są skażone pestycydami). W skrajnych przypadkach taka monotematyczna dieta szybko prowadzi do niedoborów pokarmowych i wyniszczenia organizmu. Proces ten doskonale obrazuje wypowiedź młodej kobiety na jednym z forów dotyczących zdrowego odżywiania:

Mam ortoreksję. Przez długi czas nie zdawałam sobie z tego sprawy. Wyeliminowanie białego chleba, margaryny, smażonych rzeczy było czymś naturalnym, zdrowym. Byłam z siebie taka dumna. Nie odchudzałam się, ale dzięki zdrowemu odżywianiu – schudłam. Wyglądałam lepiej, zdrowiej. Dużo czytałam o toksynach w pożywieniu. Po 2 latach już prawie nic nie jadłam. Wydawało mi się, że wszystko w jakiś sposób jest zainfekowane, szkodliwe. Odsunęłam się od ludzi. Nie mogłam patrzeć jak jedzą te trucizny. Wszystkich dookoła pouczałam, nawracałam. Wtedy wydawało mi się, że wiem więcej. W końcu przeczytałam tony książek i byłam prawdziwym ekspertem od żywienia. Po cichu, prawie niezauważona – przyszła depresja. Dziś się leczę.

Rozkład dnia ortorektyka jest ściśle podporządkowany spożywaniu posiłków. Bywa, że osoba rezygnuje z codziennych aktywności, które zagrażałyby „grafikowi żywienia”. Ortorektyk potrafi spędzać długie godziny w kuchni, piekąc własną wersję bezglutenowego chleba…nawet jeśli wiązałoby się to z koniecznością porzucenia pracy i zaniedbania innych obowiązków.

Znacznemu upośledzeniu ulegają także relacje społeczne – osoba cierpiąca na ortoreksję stopniowo zaczyna wycofywać się z aktywności wiążących się np. z jedzeniem na mieście, czy zasiadaniem przy wspólnym stole podczas rodzinnych uroczystości. Dodatkowo, ortorektycy mogą przejawiać tendencję do pewnego wywyższania się w towarzystwie w kwestiach wiedzy o zdrowym żywieniu, a brak aplauzu ze strony otoczenia owocuje poczuciem niezrozumienia i alienacji.

Ortoreksja – podobnie jak inne zaburzenia odżywiania – ma podłoże psychologiczne. Najczęściej rozwija się u osób wrażliwych, perfekcjonistycznych, które były mocno kontrolowane w dzieciństwie. Skupienie na diecie pozwala im decydować o sobie, demonstrować swoją niezależność. Wszak na terytorium spraw żywieniowych nikt nie ma prawa wstępu; jest to obszar, który można mieć pod absolutną kontrolą. Dla licznego grona ortorektyków wychowywanych w nadopiekuńczych rodzinach wprowadzenie „udziwnień” w jedzeniu jest symbolicznym wyrazem odcięcia się od tradycji, z którymi się nie utożsamiają. Jest to jednak pozorna niezależność, bo zamiast poczucia odpowiedzialności za własne życie ortorektycy wpadają w sidła nowego władcy – obsesji na punkcie zdrowego odżywiania.

Terapia ortoreksji bywa trudna, ponieważ ortorektycy są przekonani o całkowitej słuszności swoich wyborów. Wyleczenie z tego zaburzenia wymaga od psychologa specjalistycznego przygotowania, a terapia ukierunkowana jest na zmianę nawyków i uświadomienie choremu, że jego styl życia przynosi organizmowi szkodę.

Obsesja kontroli, czyli anoreksja i jej siostry.

Kornelia przy wzroście 175 cm waży 42 kg. Od kilku lat stosuje bardzo restrykcyjną dietę i uprawia wyczerpujące ćwiczenia fizyczne. Wciąż uważa, że jest za gruba, więc wyznacza sobie coraz ambitniejsze cele. Zdarza jej się zażywać środki przeczyszczające po zjedzeniu ćwiartki pomarańczy. Pomimo nasilających się problemów ze zdrowiem, jest dumna, że potrafi „utrzymać swoje ciało i apetyt w ryzach”.

Kornelia cierpi na anoreksję – jedno z najbardziej wyniszczających zaburzeń odżywiania, które przejawia się m.in. drastycznym spadkiem masy ciała i intensywnym lękiem przed przybraniem na wadze.

Kamil spędza każdą wolną chwilę w siłowni. Szczegółowo rozpisał sobie plan ćwiczeń i wysokobiałkowych posiłków, a gdy nie może aktualnie trenować  – czyta magazyny kulturystyczne. Wie niemal wszystko na temat odżywek wspomagających przyrost masy mięśniowej, a ostatnio zainteresował się tematyką nielegalnych dopingów sterydowych.

Kamil choruje na bigoreksię – obsesję na punkcie muskularnego ciała, której towarzyszy uczucie posiadania niewystarczającej masy mięśniowej.  Bigorektycy mają tendencję do wmawiania sobie, że są zbyt szczupli, ciągle porównują się z innymi i często zaniedbują rodzinę i pracę na rzecz treningów.

Barbara – odkąd pamięta – jest na diecie. Przerobiła już wszystkie jadłospisy, jakie udało jej się znaleźć w prasie i Internecie, szczegółowo zna tabele kaloryczne, potrafi z pamięci odtworzyć wiele przepisów na niskokaloryczne dania. Choć nie ma nadwagi – czuje, że nie potrafi normalnie jeść.

Barbara cierpi na permareksję, czyli uzależnienie od bycia na diecie. Celem stosowania rozmaitych restrykcji żywieniowych nie zawsze jest dążenie do redukcji masy ciała, gdyż dla części permarektyków samo „bycie na diecie” jest nagradzające.

Maria jest w 7 miesiącu ciąży i nie potrafi zaakceptować zmian, jakie dokonują się w jej ciele. Z tego względu ograniczyła o połowę ilość spożywanych kalorii, a jeśli to nie przyniesie skutku, przejdzie na bardziej restrykcyjną dietę, którą uzupełni ćwiczeniami fizycznymi. Wie, że takie zachowanie nie będzie dobre dla jej nienarodzonego jeszcze dziecka, ale nie potrafi już patrzeć w lustro bez obrzydzenia.

Maria cierpi na pregoreksję – odmianę anoreksji występującą u kobiet w ciąży, która stanowi poważne zagrożenie dla zdrowia i życia płodu. Może skutkować m.in. poronieniem, przedwczesnym porodem i nieprawidłowościami w rozwoju psychofizycznym dziecka.

Anna od kilku lat interesuje się zdrowym odżywianiem. Szczegółowo analizuje etykiety na produktach żywnościowych, przez co jej zakupy wydłużają się do kilku godzin. Każdy dzień zaczyna od dokładnego rozpisania poszczególnych posiłków i przeanalizowania ich pod względem zawartości witamin i mikroelementów. Anna nie jada żadnych posiłków „niewiadomego” pochodzenia – przekąska na mieście nie wchodzi w rachubę, a gdy odwiedza znajomych – szczegółowo wypytuje o skład każdej potrawy, zanim włoży do ust pierwszego kęsa.

Zaburzenie, które dotknęło Annę to ortoreksja – obsesja na punkcie zdrowego odżywiania. Charakteryzuje się m.in.: precyzyjnym planowaniem każdego posiłku, studiowaniem czasopism dotyczących zdrowej żywności, stopniową eliminacją produktów, które nie spełniają określonych kryteriów i jedzeniem raczej z poczucia obowiązku, a nie dla przyjemności.

Katarzyna za miesiąc wychodzi za mąż. Choć nie ma problemów z masą ciała – obiecała sobie, że na swoim ślubie będzie wyglądać olśniewająco. Zamówiła więc suknię w mniejszym rozmiarze, a od kilkunastu dni spożywa jedynie warzywa i owoce, które obficie popija wodą. Na 10 dni przed ślubem zamierza przejść na całkowitą głodówkę, by „zbić” jeszcze 2-3 kilogramy.

Katarzyna cierpi na brideoreksję, czyli zaburzenie dotykające przyszłe panny młode, które na swoim ślubie chcą wyglądać nieskazitelnie, co w ich przypadku oznacza: szczupło. Brideorektyczki w tym celu stosują często bardzo drastyczne i niebezpieczne metody: głodówki, zażywanie środków przeczyszczających i wymiotowanie po posiłkach.

Monika od 2 lat interesuje się zdrowym stylem życia – jest stałą bywalczynią klubów fitness, dba o zbilansowaną dietę, regularnie uczęszcza do masażysty. Wydaje wiele pieniędzy na drogie kremy i balsamy ujędrniające do ciała. Trenuje nawet wtedy, gdy jest przeziębiona lub wyczerpana pracą. Nie wyobraża sobie sytuacji, w której musiałaby zaprzestać ćwiczeń.

Zaburzenie, z którym zmaga się Monika to vigoreksja, czyli obsesyjne dbanie o wysportowane, szczupłe i jędrne ciało.

Andrzej zawsze uważał, że jest zbyt szczupły. Już w podstawówce dzieci naśmiewały się z jego wątłej budowy ciała i nazywały „patykiem”. Ostatnio postanowił wziąć się za siebie. Od kilku miesięcy prawie dwukrotnie zwiększył liczbę spożywanych kalorii, jest częstym gościem fast-foodów, zdarza mu się opychać na noc słodyczami – wszystko w imię zyskania większych gabarytów. Stara się też ćwiczyć na siłowni, by zyskać na wadze dzięki rozrostowi tkanki mięśniowej. Przytył już prawie 10 kilogramów.

Andrzej cierpi na megareksję, czyli obsesję na punkcie zwiększenia masy ciała. Megarektycy często objadają się wysokokalorycznymi produktami, co owocuje szybkim przybraniem na wadze, które jednakże wynika nie z rozrostu tkanki mięśniowej, a tłuszczowej.

Zofia bardzo ogranicza ilość spożywanych w ciągu dnia kalorii, by móc pozwolić sobie na wypicie większej ilości alkoholu podczas spotkań ze znajomymi. Prowadzi bardzo intensywne życie towarzyskie i chce spożywać wysokokaloryczne drinki bez poczucia winy i groźby zyskania dodatkowych kilogramów.  Dziś wybiera się na urodziny najlepszej przyjaciółki. Do godziny 14:00 zjadła jedynie pół jabłka i jogurt naturalny, a z jej obliczeń wynika, że do wieczora może pozwolić sobie jedynie na kromkę pełnoziarnistego pieczywa.

Zaburzenie, z jakim zmaga się Zofia to alkoreksja. Polega ona na ograniczaniu dziennego spożycia kalorii, by móc pozwolić sobie na wypicie większej ilości alkoholu. Zaburzenie to jest bardzo niebezpieczne i może doprowadzić zarówno do rozwoju pełnoobjawowej anoreksji, jak i uzależnienia od alkoholu.

Choć obraz opisanych powyżej zaburzeń wydaje się krańcowo różny – wszystkie z nich posiadają wspólny mianownik. Należą one do specyficznych „reksji”, czyli zaburzeń,  których nadrzędną cechą jest dążenie do kontrolowania własnego ciała i kształtowania go według swoich zamierzeń. Dopóki opisane wyżej zachowania nie stanowią zagrożenia dla zdrowia i nie zakłócają codziennego życia – można je traktować jako specyficzne hobby, przejaw silnej woli czy samodyscypliny. Problem pojawia się wtedy, gdy ich forma lub nasilenie wymykają się spod kontroli, a dbałość o wizerunek własnego ciała staje się najważniejszą wartością w życiu…

Anoreksja – wymysł dzisiejszej młodzieży?

Anoreksja – wbrew utartej opinii – nie jest współczesną fanaberią dorastających dziewcząt, które chcą przybliżyć się do kreowanego w mediach ideału. Jadłowstręt psychiczny to poważna choroba, która nieleczona prowadzi do śmierci. W artykule tym chciałabym obalić kilka powszechnych mitów, które dotyczą tego zaburzenia.

Po pierwsze – nie jest prawdą, jakoby anoreksja była „tworem” naszych czasów, napędzanym przez wszechobecny kult szczupłej sylwetki. Mimo, że termin „anorexia nervosa” pojawił się w literaturze medycznej prawie sto lat temu, tak naprawdę jest to zjawisko znane od stuleci. Pierwszy zapis historyczny (z 895 roku!) dotyczy pewnej wieśniaczki o imieniu Friderada, która narzuciwszy sobie surowy post i ciężko pracując – doprowadziła swój organizm do skrajnego wycieńczenia. Jak wiele kobiet żyjących w epoce średniowiecza – Friderada wierzyła, że umartwianie własnego ciała przyniesie jej życie wieczne. Według źródeł historycznych, na anoreksję cierpiała również Joanna D’arc (XV wiek) i św. Katarzyna (XIV w.), która podobno żywiła się jedynie łyżką ziół dziennie, a gdy została zmuszona do przyjęcia większej ilości pokarmu – wkładała do ust patyki i wymiotowała. Osoby, które wieki temu siłą woli powstrzymywały się od jedzenia, były powszechnie adorowane, podziwiane, a niektóre po śmierci zostały wyniesione na piedestał i ogłoszone świętymi. Kiedyś nazywano je ascetami, dziś – osobami chorymi psychicznie…

Po drugie – anoreksja nie jest domeną wyłącznie kobiet – dotyczy bowiem obu płci. Prawdą jest, że kobiet cierpiących na jadłowstręt jest o wiele więcej niż mężczyzn, jednak wynik ten może być w pewnym stopniu zafałszowany – mężczyźni bowiem o wiele rzadziej zgłaszają się do lekarza, zaś wychudzony przedstawiciel płci męskiej rzadko budzi podejrzenia o zaburzenia odżywiania. W mediach raczej nie promuje się wizerunku wychudzonego chłopca, więc zrzucanie winy na społeczno-kulturowe wzorce jest zdecydowanie zbyt dużym uproszczeniem – anoreksja jest bowiem problemem złożonym, o wieloczynnikowej genezie (wkrótce zamierzam rozwinąć ten wątek).

Po trzecie – anoreksja nie jest chorobą nastolatek z bogatego domu. Faktycznie kilkadziesiąt lat temu zdecydowana większość przypadków jadłowstrętu dotyczyła osób pochodzących z zamożnych rodzin. Obecnie notuje się taką samą liczbę zachorowań wśród osób z domów średnio zamożnych, lub nawet biednych. Nie ma także różnicy w częstości występowania zaburzenia wśród ludzi mieszkających na wsi i w miastach.

Po czwarte – nie jest prawdą, że anoreksja występuje wyłącznie w krajach wysokorozwiniętych, w których jedzenia jest pod dostatkiem, a „ludziom przewraca się w głowach od nadmiaru dóbr”. Zaburzenie to występuje również w kulturach nieindustrialnych, aczkolwiek jego obraz jest nieco inny – nie towarzyszy mu bowiem lęk przed byciem grubym, a jest bardziej podobne do depresji. To prawda, że zdarza się tam rzadko, bo trudno mówić o odmawianiu sobie siłą woli jedzenia, jeżeli nie jest ono dostępne…

Na koniec warto dodać, że jadłowstręt psychiczny jest CHOROBĄ, a nie wynikiem przekory, buntu, czy złośliwości – osoba cierpiąca na anoreksję nie potrafi „przestać” i potrzebuje profesjonalnej pomocy – lekarza, psychologa i dietetyka.