Podwójny ciężar nadwagi… czyli kilka słów o dyskryminacji.

Kamila przez kilkanaście miesięcy bezskutecznie poszukiwała pracy. Pomimo wysokich kwalifikacji, starania o wymarzoną posadę zazwyczaj kończyły się na etapie rozmowy kwalifikacyjnej. Pewnego dnia, spacerując po mieście, Kamila zauważyła na drzwiach sklepu odzieżowego małą karteczkę: „zatrudnimy sprzedawcę”. Kobieta wstąpiła do środka, aby zapytać o szczegóły oferty. Pracodawca zmierzył ją wzrokiem i  oznajmił, że oferta jest już nieaktualna – demonstracyjnie odrywając kartkę z szyby. Kilka dni później Kamila przechodziła obok tego samego sklepu, a jej oczom ukazał się napis: „zatrudnimy sprzedawcę o miłej aparycji”…

Stygmatyzowanie osób otyłych jest powszechne. Traktuje się je inaczej w restauracjach, sklepach, gabinetach lekarskich, w potencjalnych miejscach pracy. Niewybredne komentarze, porozumiewawcze spojrzenia, ironiczne uśmiechy, przykre uwagi – to codzienność dla wielu osób zmagających się z nadmierną tuszą.

Stereotypowe myślenie o osobie otyłej zawiera w sobie wiele pejoratywnych określeń: „zaniedbany, niechlujny, leniwy, głupi, niezdyscyplinowany…” Wszystkie te przymiotniki są bardzo krzywdzące i często nieprawdziwe.

Niestety – zjawisko rozpowszechniania się negatywnych uprzedzeń i stygmatyzacji potwierdzają nie tylko osoby z nadwagą, ale również wyniki badań naukowych. Przyjrzyjmy się zatem niektórym doniesieniom.

Jedno z nich wskazuje na fakt, że otyłe osoby starające się o pracę są spostrzegane jako ludzie o niższych kwalifikacjach, pomimo posiadania identycznych kwalifikacji jak osoby szczupłe. Co więcej, otyli pracownicy są oceniani jako mniej punktualni, mniej entuzjastyczni w stosunku do wykonywanych obowiązków zawodowych, mający gorsze maniery oraz mniej warci zaufania – pomimo braku obiektywnych różnic w tym zakresie!

Szefowie zdają się więc zapominać o uwarunkowaniach genetycznych i licznych schorzeniach prowadzących do nadwagi, zaś kierują się stereotypami, które często dyskryminują wartościowych pracowników.

Otyłe osoby muszą zmagać się z uprzedzeniami nie tylko w pracy, ale również na co dzień. Często stają się przedmiotem subtelnej i „zawoalowanej” dyskryminacji – ludzie rzadziej się do nich uśmiechają i nawiązują kontakt wzrokowy, mniej chętnie oferują pomoc i wsparcie, zaś częściej zachowują się wobec nich nieuprzejmie.

Na forach internetowych aż roi się od ordynarnych wypowiedzi osób, które jawnie komunikują swoją niechęć do osób otyłych – pozwólcie, że przytoczę jeden przykładowy cytat: „Czemu mamy takie wielkie społeczne przyzwolenie dla otyłości? (…) Otyłość jest jednoznacznie kojarzącym się dowodem braku samokontroli i silnej woli, braku aktywności, lenistwa, braku samokrytyki i zachłanności. Oczywiście żaden grubas nie przyzna się do obżarstwa. Wszyscy mają problemy z tarczycą albo „są grubokościści po babci i mają wolną przemianę materii”. Owszem, może tacy są ale ludzie, nie dajmy sobie nasrać do głowy, większość z nich pochłania jak prosiaki. Dla mnie osobiście otyłość jest czymś absolutnie obrzydliwym.”

Wypowiedź ta obrazuje, jak duża jest skala problemu dyskryminacji, a jednocześnie – jak mała i wątpliwa wiedza społeczeństwa na temat uwarunkowań problemów z utrzymaniem prawidłowej masy ciała.

Naszym wspólnym celem powinna być walka z otyłością – nie zaś z osobą otyłą – więc zastanówmy się, czy wyżej wymienione zachowania pozwolą nam przybliżyć się do tego celu…

Reklamy

Mamo, tato, czy ja jestem gruby?

Skala nadwagi i otyłości wśród dzieci zwiększa się w dramatycznym tempie.  Z szacunków Instytutu Żywności i Żywienia wynika, że liczba dzieci z nadmierną masą ciała wzrosła 10-krotnie w przeciągu ostatnich 30 lat, co na chwilę obecną daje wynik 18%. Ponad połowa z nich stanie się otyłymi dorosłymi, czyli ludźmi zagrożonymi cukrzycą, nadciśnieniem, zwyrodnieniem stawów, nowotworami, stłuszczeniem wątroby… A także zaburzeniami psychicznymi.

Statystyczne otyłe dziecko to: chłopiec, jedynak, mieszkaniec miasta, raczej z zamożnej rodziny (którą stać na zakup dostatecznie dużej ilości jedzenia). Na Zachodzie problem nadwagi dotyczy głównie rodzin uboższych – ponieważ niezdrowe i tuczące jedzenie jest tam najtańsze…

Pomimo rosnącego odsetka otyłych dzieci, uprzedzenia wobec osób z zaburzeniami wagi – paradoksalnie – również przybierają na sile. W klasie liczącej 20 uczniów – około 4 waży za dużo, więc wydawać by się mogło, że coś, co powoli staje się normą – nie powinno dziś być powodem dyskryminacji i upokorzeń.  Jest jednak dokładnie na odwrót. W znanym eksperymencie 10-letnie dzieci miały poszeregować zdjęcia rówieśników w zależności od sympatii, jaką w nich budzą. Jako pierwsze wybierały zdjęcie osoby o normalnej masie ciała, następnie dziecka chodzącego pod kulą, jeżdżącego na wózku inwalidzkim, bez ręki, ze zniekształconą twarzą, zaś na końcu – dziecka otyłego. Wniosek jest zatrważający. Już przedszkolaki mają ukształtowany stereotyp otyłego rówieśnika jako „głupiego, brzydkiego, leniwego, wrednego i zaniedbanego”.

Problem z tuszą jest łatwo widoczny i często staje się powodem prześladowań ze strony innych dzieci. To jeden aspekt problemu. Drugi polega na tym, że otyłość staje się „rdzeniem” tożsamości młodego człowieka – bo jest czymś, co wysuwa się na pierwszy plan i rozlewa na wszystkie inne sfery życia. Oznacza to, że dziecko, któremu zadamy pytanie „jaki jesteś”, automatycznie odpowie: „jestem gruby”. Wszelkie inne aspekty – „jestem miły, grzeczny, dobry w matematyce” tracą na znaczeniu w konfrontacji z tym, co dziecko widzi w lustrze. I co rówieśnicy widzą w nim.

Szczególnie dramatycznym momentem dla dziecka z nadwagą jest uczestnictwo w zajęciach wychowania fizycznego. Musi bowiem wtedy skonfrontować się ze swoimi cielesnymi ograniczeniami – gorszą sprawnością, koordynacją, wytrzymałością, gibkością… Łatwym do przewidzenia jest fakt, że niektóre ćwiczenia (przewroty, skok przez kozła, stanie na głowie) będą dla dziecka po prostu za trudne. W tym momencie nietrudno zrozumieć mechanizm błędnego koła, w które wpada dziecko z nadwagą – złośliwe komentarze rówieśników sprawiają, że będzie znajdywać wymówki, by nie uczestniczyć w zajęciach z w-fu – a tym samym straci szansę na zrzucenie zbędnych kilogramów i poprawę wydolności fizycznej. I tak koło się zamyka…

Wydawać by się mogło, że skoro problem z nadwagą u dzieci zaczyna nosić znamiona dramatyczności – duża będzie również motywacja rodziców, by wspomóc swoje dziecko w utracie zbędnych kilogramów. Tutaj znowu sprawa się komplikuje – okazuje się bowiem, że większość rodziców (80%!) otyłych dzieci uważa je za „mocno zbudowane”, „grubokościste”, „dobrze odżywione”, podczas gdy one po prostu wylewają się ze spodni. Nie wynika to bynajmniej z bagatelizowania problemu – ci rodzice naprawdę sądzą, że waga ich dzieci jest w normie. Z powodzeniem wskażą oni na innych otyłych rówieśników swojej pociechy, jednakże uparcie będą sądzić, że waga ich dziecka jest prawidłowa. Przyczyna takiego zachowania jest złożona. Najpewniej mamy tu do czynienia z działaniem mechanizmów obronnych – przyznanie, że własne dziecko jest grube – oznacza w dużej mierze wzięcie na siebie odpowiedzialności za ten stan – przecież to rodzic jest główną osobą, która powinna zadbać o prawidłowe żywienie swojego potomstwa. Po drugie – rodzice są wszakże osobami, które w ciągu życia również ukształtowały stereotyp osoby z nadwagą (zwykle negatywny), a więc przypisanie tego atrybutu swojemu dziecku spowodowałoby również „przeniesienie” na nie pozostałych pejoratywnych określeń, które idą w parze ze słowem „gruby”… A przecież prawie żaden rodzic nie chce myśleć o swoim dziecku, że jest „brzydkie, głupie, wredne…”

W artykule tym starałam się ukazać skalę zjawiska i psychologiczne problemy, które dotykają dzieci z nadwagą, zaś w kolejnych wpisach chciałabym przedstawić Państwu główne mechanizmy i przyczyny otyłości u dzieci, a także zaproponować konkretne wskazówki dotyczące wspomagania młodych ludzi w walce z nadmiarowymi kilogramami. Zapraszam do lektury.